Gdy tanie loty wejdą za mocno – stolica Filipin w 26 godzin

Gdy tanie loty wejdą za mocno – stolica Filipin w 26 godzin

Na samą myśl o tej podróży sama się z siebie śmieję. Pomysł był szalony, wykonanie jeszcze bardziej a sam fakt, że na tę podróż cieszyłam się jak dziecko mówi co nieco o tym kim jestem. Dosłownie i w przenośni kompletną wariatką!

A zaczęło się niewinnie…

Ale od początku: pewnego pięknego dnia dowiedziałam się o promocji biletów lotniczych w Cebu Pacific. I z ciekawości zaczęłam szukać połączeń z Dubaju, do którego już wcześniej udało mi się upolować niedrogie bilety. Przeskanowałam dziesiątki połączeń i w końcu trafiło się ono: połączenie Dubaj – Manila – Dubaj za całe 100 złotych – aż żal nie brać! 

Welcome to Asia!

Manila była dla mnie pierwszym zetknięciem się z chaotyczną Azją, taką ciężką do przewidzenia i przygotowania się na nią. Mimo, że Dubaj geograficznie leży w Azji, to jest bardziej zachodni. Pełno w nim nawiązań do Starego Kontynentu i inspiracji Stanami Zjednoczonymi. A Manila jest hałaśliwa, zatłoczona i… biedna. 

Stolica Filipin w 26 godzin: Mall od Asia
Stolica Filipin w 26 godzin: Mall of Asia

Szczerze powiedziawszy Filipiny kojarzą się głównie z luksusowymi kurortami i odpoczynkiem na plaży wśród palm i krystalicznie czystej wody. Moje 26 godzin nie przewidziały wygrzewania się na plaży więc mój obraz stolicy Filipin nie do końca się z tym pokrywa.

Dla mnie Manila ukazała się jako miejsce przepełnione życzliwymi ludźmi – takimi, którzy pomimo ciężkiej sytuacji pomogą każdemu. Ale było to też miejsce w którym widać było biedę – wychudzone psy, tuk-tuki, brudne ulice i ogromne zanieczyszczenie oceanu. 

Więc po co to wszystko…?

Po co właściwie pojechałam do Manili? Głównie by zaspokoić swoją ciekawość i wykorzystać okazję, którą od losu dostałam. A przede wszystkim był to impuls by wyjść ze swojej strefy komfortu. Od lat marzyłam o podróży do Chin, a Manila miała okazać się testem, czy solo-podróż jest w ogóle wykonalna. Jak się okazało tamten moment jeszcze nie był idealny, ale to wcale nie przekreśliło mojego wyjazdu do Chin kilka lat później 😉 

Stolica Filipin w 26 godzin – co zrobić?

Co zatem zrobić w 26 godzin w Manili, gdy sporą część tego czasu pochłonie nocleg? Odpowiedź nasuwa się sama: wykorzystać w pełni!

Po pierwsze:

Zasmakować prawdziwego, lokalnego życia. Wejść do lokalnego sklepu i spróbować zupełnie nieznanych produktów – nie wszystkie okażą się strzałem w dziesiątkę, ale będą ciekawym rozpoczęciem podróży. Dla mnie fajnym i bardzo smacznym odkryciem było kandyzowane mango 😉 Jeśli jesteście tutaj w sezonie, warto jeść również te owoce na świeżo. Uprzedzam, że napoje są przeraźliwie słodkie – nawet te, które znamy ze swoich sklepowych półek. 

Po drugie:

Przejechać się lokalnym środkiem transportu – dla odważnych tuk-tuki i moto-taksówki, czy Jeepney. Dla nieco mniej ekstremalnych podróżników – autobusy, które wcale nie są tak bardzo typowe. Szczególnie, gdy jest się jedynym obcokrajowcem na pokładzie 🙂 Dla reszty pozostają taksówki, które na pewno nie pozwolą Wam się zgubić w gąszczu trąbiących na wszystko pojazdów nieprzestrzegających żadnych zasad. 

Po trzecie:

Przejść się deptakiem wzdłuż wybrzeża. Miniecie setki, jeśli nie tysiące osób, a część z nich na pewno okaże Wam duże zainteresowanie. Ale są to raczej sympatyczne rozmowy niż nagabywanie do zakupu niepotrzebnych gadżetów. Dodatkowo stąd doskonale widać stan oceanów, w których aż roi się od zanieczyszczeń.

Najłatwiej chyba dostać się tutaj przechodząc przez Mall of Asia. Przy okazji można zobaczyć jak duży wpływ ma tutaj USA. Na każdym kroku widzimy sieciówki ze Stanów (jak np. lody Cold Stone).

Stolica Filipin w 26 godzin – impreza w Mall of Asia

Po czwarte:

Można też kupić bilet do oceanarium i popływać w towarzystwie rekinów i płaszczek, a taka przyjemność wcale nie zrujnuje nam portfela 😉 Ok, pływanie to dużo powiedziane, ale można być w wodzie w tym samym czasie 😉  Możecie nawet podejrzeć, jak tak ta atrakcja wygląda. W przeciwieństwie do niektórych oceanariów taka przygoda podczas promocji kosztuje około 115 złotych. 

Nie wiem, czy ze względu na COVID, czy z innych powodów nie ma już dostępnej opcji SHARKS AND RAYS AQUANAUT. Są jednak inne atrakcje jak nurkowanie z hełmem umożliwiającym oddychanie. Więcej szczegółów i zakup biletów możliwy na oficjalnej stronie.  Ja bilet miałam… Bardzo cieszyłam się na myśl o przezwyciężeniu swoich lęków, ale niestety opóźniony lot pokrzyżował wszystkie moje plany z tym związane i został mi tylko bilet na pamiątkę… No cóż… muszę poczekać na kolejną okazję 😉

Po piąte:

Wykupić nocleg na obrzeżach miasta, dzięki czemu spacer po okolicy stanie się przygodą samą w sobie. Odkrywanie „prawdziwych” Filipin nabierze innego znaczenia. Mój nocleg był niedrogi (110 złotych za noc), chociaż zdjęcia i stan faktyczny nie miały zbyt wiele wspólnego… Hotel znajduje się w dzielnicy Mandaluyong – ZEN Rooms Rio Suites. Pamiętajcie, że 3* w Azji nie są równoznaczne z 3* w Europie – a to na pewno pomoże uniknąć rozczarowań 😉 

Czego nauczył mnie ten wyjazd?

  • Przede wszystkim by wykorzystywać wszystkie okazje, które daje nam los.
  • Po drugie, by nie załamywać się jeśli nie wszystko idzie zgodnie z planem, bo dzięki temu odkrywają się przed nami nowe możliwości.
  • Po trzecie, by wychodzić ze swojej strefy komfortu, bo tylko tak poznajemy to, co nieznane.
  • No i po czwarte, by nie oceniać książki po okładce, bo to co na pierwszy rzut oka brudne i nieciekawe niekoniecznie takie jest. 

A Wy zrobiliście kiedyś coś równie szalonego? Dajcie znać w komentarzach – mam nadzieje, że nie jestem jedyna 😀